Urzędnik studzi zapędy mieszkanki Słupska. Ulice są dla wszystkich

  • 13/02/2018

– Jadąc za elką, kierowcy z doświadczeniem mogą sobie przypominać podstawowe przepisy, z czym czasem mają problemy – mówi „Głosowi Pomorza” Robert Linkiewicz, dyrektor Wydziału Polityki Transportowej w Urzędzie Miejskim w Słupsku, odpowiadając na postulat mieszkanki tego miasta, która chciałaby, żeby pojazdy szkoleniowe nie wjeżdżały do centrum miasta.

Polscy kierowcy nie należą do osób szczególnie wyrozumiałych. Rażą ich błędy innych, jednak nie dostrzegają przy tym swoich. Grupą szczególnie przez nich nielubianą są kandydaci na kierowców, szlifujący swoje umiejętności w ruchu drogowym. Denerwuje ich pewna nieporadność cechująca początkujących. Psioczą na, ich zdaniem, zbyt wolną jazdę po mieście, zbyt późne podejmowanie kluczowych decyzji, problemy z odpaleniem auta. To nie wszystko. Uważają, że pojazdy szkoleniowe są powodem coraz większych korków, które tworzą się w centrach dużych i średnich miast.

Właśnie taki pogląd zaprezentowała mieszkanka Słupska, która na łamach „Głosu Pomorza” proponuje, żeby pojazdy OSK nie wjeżdżały do centrum miasta. Przynajmniej w godzinach szczytu.

Całe szczęście, że jej postulat nie spotkał się z aprobatą słupskiego magistratu. Jeden z tamtejszych urzędników ostudził zapędy kobiety. I wskazał na korzyści, jakie mogą mieć doświadczeni kierowcy mający kontakt z kursantami.

– Elek jest w mieście sporo, jednak nie planujemy wprowadzać takich rozwiązań komunikacyjnych, które miałyby ich liczbę ograniczyć – mówi „Głosowi Pomorza” Robert Linkiewicz, dyrektor wydziału polityki transportowej w Urzędzie Miejskim w Słupsku. – Kursanci powodują, że inni kierowcy jeżdżą wolniej, a przecież na wielu ulicach i tak są ograniczenia prędkości do 30, a nawet do 20 km/h. Jadąc za elką, kierowcy z doświadczeniem mogą też sobie przypominać podstawowe przepisy, na przykład dotyczące sygnalizowania chęci zmiany pasa ruchu czy jazdy prawym pasem, z czym czasem mają problemy.

jaz